Archive for the ‘Archiwa z Solidnego Miasta’ Category

Prezentu nie było

Monday, January 29th, 2007


Mało kto przed potyczką dawał Podlasiankom szansę na wygranie przynajmniej jednego seta. Kaliszanki niczym walec miażdżą kolejnych rywali i równie łatwo miały przejechać się po białostockiej ekipie. Beniaminek przynajmniej na początku spotkania robił jednak wszystko, żeby utrudnić zadanie podopiecznym Igora Prielożnego. Na ataki Anny Barańskiej skutecznie odpowiadała Joanna Szeszko, dobrze w bloku grały Sylwia Pycia i Elena Hendzel. Kaliszanki dopiero w połowie seta uciekły na kilka punktów. Przy stanie 23:19 dla gospodyń wydawało się, że nic złego nie może już zdarzyć się zespołowi Winiar. Podlasianki zmobilizowały się i po asie serwisowym Szeszko doprowadziły do remisu 23:23. Wtedy ciężar gry wzięła na siebie Barańska, która zaatakowała dwukrotnie i zapewniła swojej drużynie zwycięstwo 25:23.

Nieważny styl

Mniej emocji było w drugiej partii. Co prawda podopieczne Kardasa na drugą przerwę techniczną schodziły z tylko trzypunktową stratą, lecz potem, głównie dzięki akcjom Czeszek Milady Spalovej i Terezy Matuszkovej, kaliszanki szybko powiększyły przewagę i pewnie wygrały 25:19.

Najsłabiej białostoczanki wypadły w trzeciej odsłonie. Głównymi grzechami gości były niedokładne przyjęcie i słaba skuteczność w ataku. Gospodynie zwyciężyły 25:15.

- Przed meczem dopadła nas plaga przeziębień. Z tego powodu mogłem dokonać tylko jednej zmiany. Nie nastawialiśmy się więc na piękną grę, a zdobycie trzech punktów bez względu na styl. Przyznam, że spodziewałem się po rywalkach słabszej gry. Zwłaszcza w pierwszym secie pokazały dobrą siatkówkę – powiedział Prielożny.

Z kłopotami kadrowymi zmagał się także białostocki zespół. Z powody choroby zabrakło Dominiki Koczorowskiej.

Głupi mecz

Mimo to Kardas liczył na lepszy występ swojej drużyny.

- To był głupi mecz, oddany zbyt łatwo. Winiary praktycznie przez cały czas kontrolowały sytuację na boisku – mówił trener Podlasianek.

Niepocieszona była też Szeszko.

- Chciałyśmy sprawić trenerowi urodzinowy prezent, a tu takie lanie. Nie mogłyśmy zatrzymać rywalek, z których każda świetnie radziła sobie w ataku – oceniła Szeszko.

WYNIKI 9. KOLEJKI

Winiary Kalisz – PRONAR ZETO ASTWA AZS Białystok 3:0 (25:23, 25:19, 25:15).
Winiary: Barańska, Dziękiewicz, Woźniakowska, Spalova, Matuszkova, Owczynnikowa, Sawicka (libero) oraz Toborek.

PRONAR ZETO ASTWA: Hendzel, Szeszko, Kalinowska, Pluta, Skowrońska, Pycia, Saad (libero) oraz Palczewska, Kosek.

Gedania Gdańsk – Aluprof Bielsko-Biała 0:3, Centrostal Bydgoszcz – Gwardia Wrocław 3:0, Nafta-Gaz Piła – Stal Mielec 3:0, Muszynianka Muszyna – AWF Poznań 2:3.

TABELA
1. Winiary 9 23 26:10
2. Nafta-Gaz 8 19 22:10
3. Centrostal 9 18 20:10
4. Muszynianka 9 17 21:17
5. Aluprof 8 16 18:11
6. Gwardia 9 9 14:22
7. Stal 9 8 12:22
8. Gedania 9 8 12:22
9. Poznań 9 7 14:24
10. Pronar Zeto Astwa 9 7 12:23

PROGRAM 10. KOLEJKI
3 lutego: Centrostal – PRONAR ZETO ASTWA, Muszynianka – Gedania, Nafta-Gaz – Poznań, Stal – Winiary, Gwardia – Aluprof.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Wielki mały człowiek

Monday, January 29th, 2007


Małysz był blisko, aby w obu konkursach stanąć na podium. W drugim przegrał jednak z Włochem Andreą Morassim o dwie dziesiąte punktu.

Nie dał im szans

W sobotę Polak zdominował zawody. Przed drugą serią był na drugim miejscu. Oddał skok na odległość 137 m i nie dał szans Thmasowi Morgensternowi. Rywale i niemieccy kibice ze zdumienia przecierali oczy, a niewielki wrzostem, ale wielki duchem Małysz cieszył się ze zwycięstwa.

- Jestem bardzo zadowolony, to był dla mnie niezwykle udany konkurs. W tym sezonie nie miałem cały czas wysokiej formy, ona przyszła w Zakopanem. Bardzo mnie cieszy, że na skoczniach pojawia się tylu kibiców z Polski i to nie tylko tu, w Niemczech, alei w innych krajach. To mi bardzo pomaga, dodaje motywacji – mówi Małysz.

Niestety fatalnie spisali się pozostali nasi reprezentanci. Robert Mateja i Stefan Hula zajeli wspólnie 42 miejsce, a Kamil Stoch był 50.

Popis Uhrmanna

Wczorajszy konkurs również dostarczył wszystkim kibicom wiele emocji. W pierwszej serii niemal wszyscy skoczkowie z czołówki Pucharu Świata oddawali bardzo dobre skoki. Najbardziej błysnął Michael Uhrmann, który uzyskał aż 140,5 m. Nieźle zaprezentował się również Moratti. Młody włoski skoczek zaliczył 133 metry i miał ogromne szanse na podium.

Nic nie mogło już odebrać wygranej Uhrmannowi. Wszyscy zastanawiali się jednak, kto oprócz niego zajmie miejsce na podium.

Presji nie wytrzymał Dimitrij Wasiliew, który zepsuł skok i stracił szanse na sukces. Chwilę wcześniej dobry skok, choć nie tak długi, jak tego oczekiwali kibice z Polski, oddał Małysz uzyskując 129,5 m. Obaj uplasowali się za Morassim, który skoczył o dwa i pół metra dalej.

Wczorajszy występ pozostałych Polaków po raz kolejny był nieudany.

- Nie wiemy do końca, co było przyczyną tak słabych skoków polskich skoczków. Powinni byli zakwalifikować się do 30-tki, albo chociaż zbliżyć, a nie odstawać tak bardzo – mówi Łukasz Kruczek, drugi trener naszej kadry.

WYNIKI

Sobota: 1. Adam Małysz (Polska) – 283,1 pkt. (132 i 137 m), 2. Thomas Morgenstern (Austria) – 279,9 (134 i 131,5), 3. Michael Uhrmann (Niemcy) – 258,9 (121,5 i 134)… 42. Stefan Hula (Polska) – 73,9 (100,5), 42.Robert Mateja (Polska) – 73,9 (100,5), 50. Kamil Stoch (Polska) – 53,9 (93).

Niedziela: 1. Uhrmann – 285,1 (140,5 i 129), 2. Anders Jacobsen (Norwegia) – 272,9 (131,5 i 131,5), 3. Andrea Morassi (Włochy) – 270 (133 i 132), 4. Małysz – 269,8 (131,5 i 129,5)… 41. Stoch – 88,5 (107,5), 46. Hula – 80,7 (104,0), 50. Mateja – 65,7 (96,5).

Klasyfikacja generalna PŚ: 1. Jacobsen – 877 pkt., 2. Gregor Schlierenzauer (Austria) – 689, 3. Simon Ammann (Szwajcaria) – 596, 4. Małysz – 557, 29. Stoch – 68, 49. Hula – 26.
Klasyfikacja Pucharu Narodów: 1. Austria – 2407 pkt., 2. Norwegia – 1555, 3. Finlandia – 1423… 6. Polska – 651.

Autor artykułu: Konrad Sikora

Czekają, i nic

Friday, January 26th, 2007


Danuta Pietrzak przepracowała w Fastach niemal całe życie. Niemal, bo od ośmiu lat jest na zasiłku przedemerytalnym.

- Dostaję 500 złotych. Ciężko wyżyć. Te osiem tysięcy złotych bardzo by się przydało – kobieta mówi o trzymiesięcznej odprawie, której do tej pory nie dostała. W takiej samej sytuacji jest ponad 60 osób. Razem sądzą się z byłą firmą.

A było tak blisko

- Najpierw komornik umorzył sprawę, bo firma nie miała pieniędzy. Potem po raz drugi wszczął egzekucję. Sami znaleźliśmy działkę, którą można sprzedać i oddać nam pieniądze. Nawet daliśmy ogłoszenie o jej licytacji. Tak się cieszyliśmy, że w końcu sprawa szczęśliwie dobiegnie końca – mówi Danuta Pietrzak.

Działka została sprzedana za ponad 418 tysięcy złotych. To wystarczyłoby na pokrycie większości zobowiązań wobec pracowników. Niestety. Nagle okazało się, że nie tylko oni biorą udział w podziale tych pieniędzy. O pieniądze upomniał się także w sądzie Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Sąd przyznał mu blisko 300 tysięcy złotych.

Nie było wyjścia

FGŚP też jest wierzycielem Fast. Dziesięć lat temu wyłożył pieniądze na miesięczną wypłatę dla blisko trzech tysięcy pracowników.

- Zostaliśmy powiadomieni, że będzie licytowana działka, na której fundusz ma zajętą hipotekę. Musieliśmy się włączyć do postępowania egzekucyjnego – mówi Ewa Kopacz, szefowa biura FGŚP w Białymstoku. O problemie pracowników dowiedziała się niedawno.

Błędne koło

- Wszystko stało się zbyt późno. Jest już wyrok w tej sprawie. Głowimy się teraz z prawnikiem, co zrobić, bo mamy dobrą wolę, ale nie wiem, czy to wystarczy – przyznaje Ewa Kopacz, i dodaje: – Są jeszcze inne działki, warte kilka milionów złotych, należące do Fast. W najgorszym wypadku pracownicy będą musieli poczekać, aż i one zostaną sprzedane.

Problem w tym, że nieruchomości Fast mają jedną księgę wieczystą. Ich licytacja ruszy, kiedy sąd zamknie postępowanie w sprawie pierwszej licytacji. A to potrwa, bo pracownicy właśnie złożyli zażalenie.

Autor artykułu: Anna Łubian

Zgoda na Rynek

Friday, January 26th, 2007


Poszliśmy do przodu – przyznaje Zenon Zabagło z białostockiego Atelier Zetta, które zajmuje się projektem przebudowy placu. – Zostało nam do naniesienia tylko kilka drobnych korekt.

Schody – problem rozwiązany

Konserwatorowi zabytków nie podobają się głownie schody od strony ulicy Suraskiej.

- Nie są najlepsze, projektant musi jeszcze przy nich trochę popracować. Ale to drobna uwaga – powiedział nam Andrzej Nowakowski, podlaski wojewódzki konserwator zabytków, który zastanawiał się nawet, czy cały plac nie powinien być jednym wielkim amfiteatrem.

- Ale teraz widzę, że nie byłoby to dobre rozwiązanie. Po wojnie był to przecież typowy plac targowy. I niech plac pozostanie placem, żeby nie trzeba go było znów przebudowywać za jakiś czas.

Z odejścia od wariantu amfiteatralnego zadowolony jest również Jerzy Tokajuk, szef miejskich planistów. – Zaprojektowane tarasy dobrze zniwelują różnicę terenu między ulicą Suraską a ulicą Lipową.

Biorą się do pracy

Prezydent Tadeusz Truskolaski także nie kryje radości. Ostatnio zadeklarował, że Rynek Kościuszki zmieni się jeszcze przed czerwcowymi Dniami Białegostoku.

- Cieszę się, że na spotkaniu nikt nie powiedział “nie” – mówi prezydent. – Projekt, nie licząc drobnych poprawek, jest już gotowy. Pieniądze na przebudowę, około trzech milionów złotych, mamy zapisane w budżecie. Pozostaje więc tylko dopracowanie projektu i załatwienie pozwoleń. Uważam, że termin czerwcowy jest jak najbardziej realny.

I dodaje, że jeszcze dziś projektant spotka się z wiceprezydentem Adamem Polińskim oraz naczelnikiem wydziału budownictwa i inwestycji Januszem Ostrowskim, by ustalić szczegółowy harmonogram robót.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Czy będzie ucieczka z kina Syrena?

Friday, January 26th, 2007


Syrena nie ma większych szans na przetrwanie, zwłaszcza że w każdej chwili budynek mogą przejąć baptyści. Szkoda, bo sam chodzę do tego kina – powiedział Eugeniusz Zysk, p.o. dyrektora Zarządu Mienia Komunalnego, już po zakończonym wczoraj przetargu na lokal przy ul. św. Rocha. Do konkursu zgłosił się tylko jeden chętny, dotychczasowy podnajemca kina, Krzysztof Derkowski ze spółki Lumiere.

Nadchodzą multipleksy

Wiadomo, że na przełomie listopada i grudnia w Białymstoku pojawi się pierwszy ośmiosalowy multipleks w galerii handlowej Biała przy Augustowskiej. Jesienią ma też powstać multikino sieci Helios przy ul. Kalinowskiego.

Tymczasem zwrotu budynku, gdzie działa kino Syrena, od kilku lat domaga się Zbór Chrześcijan Baptystów w Białymstoku. Sprawą zajmuje się Międzykościelna Komisja Regulacyjna przy MSWiA. To właśnie dlatego umowa o dzierżawę podpisywana jest tylko na rok, z klauzulą, że istnieje możliwość miesięcznego wypowiedzenia w przypadku uprawomocnienia się orzeczenia w kwestii zwrotu nieruchomości.

- W takiej sytuacji prawnej nie opłaca się remontować kina. Do przetargu nie zmieniliśmy jednak przeznaczenia lokalu, bo kto chciałby inwestować w inną działalność – przyznaje Zysk. Czy w takich warunkach warto było przedłużać żywot kina Syrena, zwłaszcza że czynsz, który teraz będzie płacił Derkowski, jest wyższy od poprzedniego o kilkaset złotych?

Będzie walczył

- Faktycznie, los tego kina jest niepewny. Poczekam do października, listopada, może coś się wyklaruje – odpowiada Krzysztof Derkowski.

- Jestem przekonany, że baptyści nie mają dostatecznie silnej dokumentacji, by udowodnić, że budynek powinien przejść w ich ręce. Z kolei miasto nic nie zrobiło, by uregulować stan prawny obiektu i doprowadzić go do odpowiedniego stanu – zaznacza Derkowski.

Nie traci jednak nadziei. – Chcę jeszcze trochę powalczyć, bo wierzę, że w każdym mieście znajdzie się miejsce na kino studyjne z ambitnym repertuarem, jaki do tej pory proponowałem. Myślę, że multipleksy nie byłyby zagrożeniem, gdyby sala została wyremontowana i rozszerzyłbym ofertę o koncerty, wystawy i występy kabaretów.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Mandat z głowy

Tuesday, January 23rd, 2007


Ale wicepremier Ludwik Dorn nie pozostawia złudzeń: kto złożył oświadczenia majątkowe po terminie traci mandat.

W województwie podlaskim mandat może stracić 38 samorządowców. Ilu jest wśród nich radnych, ilu burmistrzów i wójtów? Gdzie będą wybory? Wojewoda nie chciał wczoraj tego ujawnić.

- W poniedziałek wysłaliśmy zawiadomienia do osób, które spóźniły się z oświadczeniami. Nie mamy pewności, że wszyscy już odebrali korespondencję. Nie chcielibyśmy, by dowiedzieli się o tym z prasy – tłumaczył Bohdan Paszkowski, wojewoda podlaski.

Nam udało się ustalić, że do ponownego głosowania pójdą m.in nie tylko mieszkańcy Turośni Kościelnej, ale też Przerośli i Wasilkowa.

Skąd całe zamieszanie? Chodzi o dwa rodzaje oświadczeń, z których każde trzeba było złożyć w innym czasie. To o działalności gospodarczej współmałżonka na terenie gminy i z wykorzystaniem jej mienia 30 dni od dnia wyborów, natomiast oświadczenie majątkowe 30 dni od zaprzysiężenia.

Według resortu spraw wewnętrznych i administracji rady gmin mają 30 dni na podjęcie uchwały o wygaśnięciu mandatu spóźnialskich wójtów i burmistrzów. Jeżeli rada tego nie zrobi, wojewoda wzywa ją, by to zrobiła. Jeżeli i wtedy rada odmówi wojewoda sam stwierdza wygaśnięcie mandatu.

Mogłem wertować przepisy

Antoni Pełkowski, wygrał wybory na burmistrza Wasilkowa już w pierwszej turze – 12 listopada.

- Ale byłem przekonany, że tak, jak wszyscy radni, mam czas na złożenie oświadczeń majątkowych co najmniej do 27 grudnia. Nie czekałem jednak do ostatniej chwili i złożyłem je 22 grudnia – mówi Pełkowski. – Okazało się, że skoro wygrałem w pierwszej turze, to powinienem złożyć dokumenty do 12 grudnia. Pełkowski jest załamany, bo przez niedostarczenie na czas jednego dokumentu, może stracić mandat.

Już niedługo z posadą wójta może się też pożegnać wójt Przerośli, Sławomir Renkiewicz.

- Choć wszystkie oświadczenia majątkowe wypełniłem szóstego grudnia, zaledwie dzień po zaprzysiężeniu- wylicza Renkiewicz. – Według pisma, które dostaliśmy od wojewody, mieliśmy na to miesiąc od dnia zaprzysiężenia. Dlatego sekretarz naszej gminy nawet się nie spieszył z wysyłaniem tych dokumentów. Dla nas wojewoda miał autorytet. W końcu to przedstawiciel rządu na region! – mówi wójt.

- Wojewoda wprowadził ludzi w błąd – nie ma wątpliwości Andrzej Jurczak, wójt Turośni Kościelnej. Spóźnił się kilka dni. Jurczak jest przekonany, że cała sprawa dla spóźnialskich zakończy się pomyślnie. – Najwyżej trafi do Trybunału Konstytucyjnego. Ale i tak zakończy się dobrze – przewiduje Jurczak. Jednak on i pozostali zapowiadają, że jeśli dojdzie do powtórki wyborów ponownie wystartują. – W końcu wygraliśy w pierwszej turze – mówią solidarnie.

Jan Dobrzyński, były wojewoda podlaski, nie chciał z nami wczoraj rozmawiać na temat pisma, które rozesłał do gmin.

Nie wiadomo, ile będą kosztować nowe wybory. I czy decyzje podjęte przez wójtów i burmistrzów są prawomocne.

Chcieli dobrze, wyszło jak zawsze

Zresztą podlascy samorządowcy podejrzewają, że gdyby z oświadczeniem nie spóźniła się Hanna Gronkiewicz – Waltz (prezydent Warszawy), sprawą nikt nie zawracałby sobie głowy. Zdaniem polityków PiS, ona również traci mandat. – PiS pewnie teraz kalkuluje, czy tym razem jest w stanie wygrać wybory w stolicy - mówi jeden z radnych.

Kary za niezłożenie w terminie deklaracji wprowadziła ustawa z lipca 2005 roku. Była inicjatywą klubu Platformy. – Trudno mi wyjaśnić, dlaczego parlament poprzedniej kadencji podjął taką decyzję – mówi poseł Józef Klim z PO. – Moim zdaniem wyciągnięto zbyt ciężką armatę – dodaje.

Podobnego zdania jest także Roman Czepe, który jeszcze do niedawna był posłem PiS, a od dwóch miesięcy piastuje stanowisko burmistrza Łap. Złożył oświadczenie w terminie.

- To prawo jest trochę absurdalne – mówi Czepe. – Ale niestety, ustawa została już uchwalona i teraz trzeba z nią coś zrobić. Najlepsza byłaby szybka ingerencja posłów, którzy zmieniliby te nieprzemyślane zapisy.

Pomysł ten wydaje się też najlepszy dla dr. Dariusza Kijowskiego, szefa katedry prawa administracyjnego na Uniwersytecie w Białymstoku. – Najprzyzwoitszym rozwiązaniem byłaby szybka zmiana ustawy – uważa Kijowski.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Wigry Suwałki chcą pozyskać Kotwicę

Monday, January 22nd, 2007


W 21-osobowym składzie, wliczając grającego trenera Piotra Stokowca, ćwiczy na obozie w podsuwalskiej Dowspudzie zespół Wigier.

Podczas zajęć, które zakończą się sobotnim sparingiem z Mamrami Giżycko, testy przechodzą Łukasz Stasiak z Jagiellonii Białystok, Michał Danilczyk z Piasta Białystok i 20-letni Tomasz Kotwica, ostatnio występujący w Radomiaku Radom.

Tego ostatniego suwalski szkoleniowiec zna zaś jeszcze z czasów, kiedy ten środkowy pomocnik grał w juniorach warszawskiej Polonii.

Problem z bramkarzami

Po odejściu Bartłomieja Dydo do Wisłoki Dębica, Wigry poszukują bramkarza.

Dopiero rozpoczęły rozmowy ze Zbigniewem Huczałą z Cieszyna. W Dowspudzie o miejsce w bramce rywalizują więc tylko wychowankowie Błażej Barwicki i Michał Krupiński, a w odwodzie pozostaje junior młodszy Marcin Szyszko, brat obecnego zawodnika Ruchu Chorzów, Andrzeja. Mimo namów, do Suwałk nie zechciał przyjść napastnik Daniel Dylewski, jesienią grający w Finlandii.

- Szukamy nowych piłkarzy przede wszystkim w naszym okręgu, ale będziemy ich sprowadzać i sprawdzać stopniowo – mówi Piotr Stokowiec. – Chcemy na przykład rozgrywać po dwa sparingi w ciągu dnia – dodaje.

Pierwszeństwo mają wychowankowie

Suwalski trener zbudowany jest dotychczasową postawą swoich młodych podopiecznych. Pierwszeństwo w budowaniu kadry zespołu na wiosenną rundę mają wychowankowie klubu, którzy nie zawodzą zaufania trenera.

Szkoleniowca zaczynają martwić za to urazy. Na obóz nie pojechał kontuzjowany Kamil Lauryn, a tylko w indywidualnych zajęciach uczestniczy Michał Kubas. Nie wiadomo, co będzie z dalszą grą w Wigrach Tomasza Bajki, który 7 lutego rozpocznie zasadniczą służbę wojskową.

Autor artykułu: (wdr)

Efektowny początek Piasta

Monday, January 22nd, 2007


Skończyła się zimowa laba dla podlaskich czwartoligowców. Większość zespołów rozpoczęła już przygotowania do rundy wiosennej.

Cztery kluby z czwartego frontu rywalizowały w turnieju halowym rozgrywanym w Zambrowie. Do zawodów stanęły Piast Białystok, Wissa Szczuczyn, Sparta Augustów i dwie drużyny Olimpii Zambrów. Najlepiej wypadli białostoczanie, którzy wygrali puchar prezesa ZKS Olimpia.

- Potraktowaliśmy to jako przerywnik w ciężkiej pracy, którą wykonujemy zawsze na początku przygotowań. Mimo zmęczenia chłopcy pokazali dobry futbol i pewnie wygrali wszystkie spotkania. W finale bez problemów pokonaliśmy 3:1 Koronę Ostrołęka – mówi Jacek Bayer, trener piastowców.

- Teraz chcemy wyjść już z sali i dalej przygotowywać się na trawiastych boiskach. Do rozpoczęcia rundy wiosennej mamy w planie rozegranie siedmiu sparingów i kilku gierek wewnętrznych z wymagającym rywalem, jakim jest nasz zespół juniorów – dodaje.

Snajper Modzelewski

Na trzeciej pozycji w zambrowskim turnieju uplasowała się Wissa, czwarta była Sparta, a miejsca siódme i ósme przypadły zespołom Olimpii.

Organizatorzy zawodów przyznali też nagrody indywidualne. Za najlepszego piłkarza uznano Tomasza Słowika (Korona), bramkarza – Dawida Święcińskiego (Piast), a królem strzelców został Jarosław Modzelewski (Olimpia I).

Litewski sprawdzian

Pod okiem nowych szkoleniowców Dariusza Bayera i Cezarego Łaskiego, do rundy rewanżowej przygotowują się rezerwy Jagiellonii Białystok. Zółto-czerwoni rozegrali dwumecz z drugim zespołem FC Kowno. W pierwszej potyczce, w której wystąpili głównie juniorzy Łaskiego z rocznika 1990, górą byli goście, wygrywając 1:0. W drugim spotkaniu padł bezbramkowy remis.

Jagiellończycy, którzy jesień zakończyli na pozycji lidera, większą część okresu pozostałego do wznowienia rozgrywek spędzą w Białymstoku. Planowany jest tylko jeden wyjazd – na mecze rewanżowe do Kowna.

Hetman u siebie

Treningi wznowił też wicelider IV ligi podlaskiej Hetman Białystok.

- Właśnie rozpoczęliśmy dwutygodniowy obóz dochodzeniowy na własnych obiektach. Trenujemy dwa razy dziennie. W planach mamy rozegranie gierki wewnętrznej, a w przyszłym tygodniu wyjazd na turniej do Sokółki – mówi Artur Markow, zawodnik hetmańskich.

Autor artykułu: (ag)

Usłyszeć krzyk

Sunday, January 21st, 2007


Tysiące polskich dzieci przeżywa podobne dramaty. Można to zmienić, wystarczy zareagować. Dlatego fundacja Dzieci Niczyje ruszyła z ogólnopolską kampanią przeciw przemocy fizycznej wobec dzieci “Zobacz – usłysz – powiedz”.

- Kiedy słyszymy lub widzimy, że dziecku dzieje się krzywda, nie bądźmy obojętni. Wystarczy nasz jeden telefon na policję lub do pogotowia opiekuńczego, żeby przerwać gehennę niewinnej, małej istoty – apeluje Karolina Lewandowska z fundacji Dzieci Niczyje.

Wiązali łańcuchami

To za zamkniętymi drzwiami rodzinnych domów dzieci mogą cierpieć najbardziej.

- Wielu rodzicom brakuje czasu na normalną rozmowę. Wolą przemawiać do swoich pociech głównie siłą, bo tak jest szybciej i ich zdaniem skuteczniej. Poza tym nasze społeczeństwo wciąż zezwala na wychowanie za pomocą klapsa – uważa Marek Iwanowicz, dyrektor Pogotowia Opiekuńczego.

- Często ten klaps to tylko początek. Potem w ruch idą pięści, kable, łańcuchy. I dochodzi do tragedii. Rodzice z Białegostoku nie lubili, kiedy dzieci przeszkadzały im w domowych, zakrapianych imprezach. Żeby maluchy siedziały w jednym miejscu, były przywiązywane łańcuchem do stołu – opowiada.

- Moja mama wolała bić niż rozmawiać. Czasem pozwalała mi wybierać – lanie albo klęczenie. Długo nie wytrzymałam – opowiada Ania, wychowanka Pogotowia Opiekuńczego.

- Niestety, rodzice nie zdają sobie sprawy, że bite dzieci same stają się agresywne – mówi Izabela Tarasiewicz-Cieśluk, zastępca dyrektora Pogotowia Opiekuńczego.

Wolą się nie wtrącać

Chociaż wielu z nas słyszy za ścianą krzyki dziecka, nie reagujemy.

- Nasze społeczeństwo przyjęło postawę, że lepiej się nie wtrącać i unikać problemów. A przecież im wcześniej przerwiemy dziecięcy dramat, tym większa pewność, że maluch szybko zapomni o bolesnej przeszłości – przpomina Izabela Tarasiewicz-Cieśluk z Pogotowia Opiekuńczego.

- Dzieci trafiające do naszej placówki pochodzą z rodzin, w których rodzice nie radzili sobie z ich wychowywaniem. Kiedy odzyskują u nas poczucie bezpieczeństwa, wracają do normalnego życia. Najlepszym przykładem jest właśnie Jola, która teraz kończy studia – dodaje.

Krzywdząca obojętność

O większą solidarność z cierpiącymi maluchami apeluje też policja.

- Dzieci najbardziej krzywdzi ludzka obojętność – mówi Jacek Dobrzyński, rzecznik podlaskiej policji. Przyznaje, że ludzie częściej dzwonią z informacjami o bitym dziecku, kiedy media donoszą o kolejnym skatowanym maluchu.

- Nie warto jednak czekać do takich momentów. Anonimowe zgłoszenie pozwala sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Nie oznacza, że dziecko zostanie odebrane rodzicom. Czasem wystarcza pomoc specjalisty – dodaje Dobrzyński.

Autor artykułu: Marta Gawina

Trochę powolny, całkiem niewidoczny

Sunday, January 21st, 2007


Przez kilka ostatnich lat Paszkowski był sekretarzem miasta. Jego współpracownicy wypominają mu, że był na stanowisku prawie niewidoczny, a bezkonfliktowość przedłużała czasami wydanie decyzji w nieskończoność.

- Pan Paszkowski zawsze próbował doprowadzić do kompromisu, a przecież kompromisu we wszystkich sprawach osiągnąć się nie da – mówi Józef Klim, poseł PO i były wiceprezydent Białegostoku. – Przez to, że sekretarz chciał zadowolić każdego, powstawały duże opóźnienia w wydawaniu decyzji.

Wolno, wolniej, naj…

- To prawda, że sprawy były przejrzane od A do Zet, ale co z tego, skoro na ich rozpatrzenie trzeba było czekać tak długo – mówi jeden z współpracowników Bohdana Paszowskiego z białostockiego magistratu.

- Jeśli chodziłoby o śmierć i życie, to w większości przypadków te wolne działanie powodowałoby śmierć.

Józef Klim jednak docenia doświadczenie Bohdana Paszkowskiego, a także to, że jest prawnikiem.

Krzysztof Sawicki, również były wiceprezydent, Bohdana Paszkowskiego zna już od kilkunastu lat. – Nasza współpraca układała się niemal idealnie – wspomina.

- Bohdan ma duże wyczucie, nie podejmuje pochopnie decyzji, wszystko robi z rozwagą. Dwanaście lat w samorządzie w końcu robi swoje.

Niewidzialna ręka

Krzysztof Sawicki ma nadzieję, że Bohdan Paszkowski sprawdzi się na stanowisku wojewody. Obawia się jednak, że niektórzy będą go próbować wykorzystać. – Poza tym, jest tak skromny, że w ogóle w urzędzie nie było go widać…

Dziennikarze nie mieli prawie z nim kontaktu. Nie organizował konferencji. A jak już musiał coś powiedzieć mediom, często widać było zdenerwowanie i łamał mu się głos. Podobnie mówią urzędnicy.

- Rzadko się spotykaliśmy osobiście. Wydawał polecenia, sterował wszystkim, zawsze trzymał rękę na pulsie, ale mało kiedy się pokazywał – mówi jeden z podległych mu pracowników.

- Czasami żartowaliśmy, że to taka niewidzialna ręka.

- Bohdan jest trochę powolny i to prawda, że ma dobre serce. Czasami może nawet jest trochę naiwny. Ale ma też silny charakter, nie da sobą manipulować – podkreśla jeden z partyjnych kolegów nowego wojewody.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba