Archive for February, 2007

Dokładają do remontów

Monday, February 5th, 2007


W tegorocznym budżecie na takie dotacje miasto wygospodarowało aż 500 tysięcy złotych. To zdecydowanie więcej niż w ostatnich dwóch latach. Wtedy rocznie na ten cel w kasie było raptem 20 tysięcy złotych.

Jolanta Koller-Szumska z wydziału kultury przyznaje, że jak na razie magistrat nie przeżywa szczególnego oblężenia. Ale – jak zapewnia – to się zmieni.

- W ubiegłym roku było naprawdę duże zainteresowanie dotacjami, ale niektórzy nie mogli z nich skorzystać. Chcieli zaczynać remont, ale nie mieli jeszcze na przykład projektu – wyjaśnia. – Zapowiadali jednak, że na pewno wrócą do nas w przyszłym roku.

I teraz mogą.

Ale o dotacje nie może ubiegać się każdy.

- Zbieramy wnioski od osób, które posiadają obiekty zabytkowe, wpisane do rejestru indywidualną decyzją – tłumaczy Jolanta Koller-Szumska.

Oznacza to, że dotacje nie mogą być przydzielone na obiekty niezabytkowe, ale znajdujące się w strefie konserwatorskiej (obejmuje ona między innymi całe centrum Białegostoku oraz najlepiej zachowaną część dzielnicy Bojary). Magistrat może za to wesprzeć wyremontowanie zabytkowego wyposażenia.

- Dwa lata temu pieniądze przyznaliśmy na remont XVIII-wiecznego żyrandola w starym kościele farnym – dodaje Koller-Szumska.

Przed rokiem z kolei całą pulę dostał właściciel zabytkowej kamienicy przy ul. Fabrycznej 10. Wykorzystał ją na wymianę okien.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

Albo on, albo nasze dzieci

Monday, February 5th, 2007


Taki jest efekt rozstrzygnięcia, dokonanego przez nauczycielski sąd dyscyplinarny, składający się z białostockich nauczycieli. Jak napisaliśmy wczoraj, gremium to postanowiło, że Krzysztof M., matematyk, a także historyk, podejrzewany o molestowanie seksualne uczennic, może wrócić do pracy. Decyzja ta zapadła mimo prowadzonego wciąż śledztwa prokuratorskiego. Zdziwiona była tym nawet Jadwiga Szczypiń, podlaska kurator oświaty. Nie podlega jej jednak ani sąd nauczycielski, ani rzecznik dyscyplinarny dla nauczycieli, który nie zawiesił postępowania do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez prokuratora.

Chronią swoich

- Trudno tę decyzję tłumaczyć inaczej, jak źle pojętą solidarnością zawodową – mówił Roman Fiedorowicz, wójt Raczek, który wczoraj odwiedził protestujących. – Po prostu zwyciężył interes korporacyjny. Szkoda, że ci państwo nie zdawali sobie sprawy, jakie przyniesie to skutki.

Uczennice klas od IV do VI, które złożyły obciążające Krzysztofa M. zeznania (miał m.in. dotykać ich piersi, pośladków, zaglądać pod bluzki, bawić się ich włosami), bały się pójść wczoraj do szkoły.

- Moja córka ostatnie dwie noce nie spała - opowiadała jedna z matek. – Powiedziała, że na matematykę w ogóle nie pójdzie.

I rodzice uznali, że ich pociechy wcale na taki stres nie muszą być narażone. Wpadli na pomysł, aby nie wpuścić Krzysztofa M. do szkoły. Na miejscu pojawiły się matki i kilku tęgich ojców. Gdyby nauczyciel chciał przebić się przez tę blokadę, nie miałby żadnych szans.

Krzysztof M. jednak się nie pojawił. Zapowiadał to zresztą w niedzielę podczas rozmowy z nami.

- Z komisji nauczycielskiej z Białegostoku mam otrzymać pismo potwierdzające, że mogę wrócić do pracy – mówił. – Nie ukrywam, że wrócę bez specjalnego entuzjazmu. Trudno, aby po tym, co mi zrobili, było inaczej.

Matematyk zapewnia, że jest niewinny. Od wielu lat podobnie traktował wszystkie dzieci. Czasami kogoś pogłaskał po głowie, kogoś innego – poklepał po plecach. Nawet teraz nikt nie kwestionuje, że wszystko robił na oczach innych uczniów.

- I gdzie tu to molestowanie seksualne? – spytał. Sądzi, że rodzice są sterowani. Po pierwsze, przez dyrektorkę szkoły, który – jak twierdzi – prześladowała go od paru lat, po drugie: przez wójta, a zarazem przeciwnika politycznego.

- Ja muszę wrócić, choćby do końca tego roku szkolnego – zapowiada. – Moja rezygnacja już teraz oznaczałaby przyznanie się do czegoś, czego nigdy nie zrobiłem.

O panu od matematyki rodzice nie chcą już nawet słyszeć. Twierdzą, że jego zachowanie było tak naganne od lat. Tyle że nikt nie zwracał na to uwagi.

- Jeżeli komuś to nie przeszkadzało, to sprawa tych ludzi – argumentowali. – My sobie nie życzymy, aby nauczyciel w taki sposób dotykał dzieci.

W innych szkołach go nie chcą

Dyrektor szkoły Jadwiga Pejcz twierdzi, że jeśli dostanie oficjalne pismo, że ma odwiesić Krzysztofa M. w pracy, nie będzie miała wyjścia.

- Takie są przepisy – tłumaczyła rodzicom.

Oburzony decyzją nauczycielskiego sądu wójt bezradnie rozkładał natomiast ręce. – Pytałem już w dwóch innych szkołach na terenie gminy, czy nie przyjęliby tam pana M. Dyrektorzy jednak stanowczo odmówili.

Po kilkudziesięciu minutach blokady rodzice się rozeszli. Zapowiedzieli jednak, że gdy tylko dowiedzą się, że nauczyciel ma wrócić do szkoły, natychmiast tam przyjadą. Nie wykluczają, że dojdzie do przepychanek. – A niech nas wszystkich zamkną – mówi jeden z rodziców. – Ale razem z tymi specami od oświaty z Białegostoku. Razem wypijemy to piwo, którego oni nawarzyli.

Suwalska prokuratura zapowiada, że śledztwo w tej sprawie powinno być zakończone jeszcze w tym miesiącu.

Autor artykułu: Tomasz Kubaszewski

Lepsze niż becikowe

Monday, February 5th, 2007


Władze Białegostoku będą kontynuować projekt Wyższej Szkoły Ekonomicznej “Elastyczny Pracownik – Partnerska Rodzina”. To dzięki niemu siedem białostockich przedszkoli pracuje w tym roku do godz. 20, a dwa żłobki do godz. 21.

- Wszystko co dobre, trzeba pielęgnować. Z wydłużonych godzin korzysta coraz więcej rodziców, dlatego przeznaczyliśmy ponad 500 tysięcy zł z budżetu miasta na kontynuację projektu – mówi Tadeusz Truskolaski, prezydent Białegostoku. (more…)

Ktoś mnie sprzedał, przyjacielu

Friday, February 2nd, 2007


Wczoraj Jan Suchowierski pokazal nam zaszyfrowany list, pisany wlasnorecznie przez ks. Stanislawa Suchowolca. Kilka zdan, treśc niezrozumiala dla osoby postronnej.

- Inaczej nie mogliśmy ze sobą rozmawiac. Podsluchy, donosiciele. Sprawdzali kazdy nasz krok. Pisaliśmy wiec zakodowane listy. Świeci slonce – znaczylo: bedzie padac – opowiada mezczyzna.

Konspiracja

Przyjaciel ks. Stanislawa mieszka w Kurianach. Przeniósl sie tu z Dojlid Górnych, zeby – jak mówi – miec spokój. – Po śmierci Stanislawa meczyli mnie. Mialem dośc – dodaje.

Ale pamiec o przyjacielu wciąz zyje w domu pana Jana. Listy, kazania, zdjecia, sfilmowane msze świete, prywatne uroczystości. Obok nich wycinki z gazet opisujące niewyjaśnioną śmierc kaplana. Kazda pamiątka przechowywana jest jak relikwia.

Sekret po grób

- Byliśmy na jego pierwszej mszy za Ojczyzne. Powiedzial tak piekne kazanie, ze zaczeliśmy byc ciekawi, co to za ksiądz? Okazalo sie, ze uczy naszą córke religii. Kilka dni póLniej przyjechal do nas naprawiac swój samochód, bo ja w tym czasie prowadzilem zaklad. I tak od przyjazdów zaczela sie przyjaLn i zaczela sie taka cicha robota opozycyjna – wspomina Jan Suchowierski.

Cicha, nie znaczy tajna, znaleLli sie ludzie, którzy donosili wladzy o poczynaniach ks. Stanislawa i jego przyjaciól.

- Byliśmy z nim do konca. A on czul, ze coś sie dzieje zlego. Najpierw zginąl pewien kapitan policji, z którym kilka dni wcześniej on sie spotkal. I zaraz potem odwiedzil nas po raz ostatni. To byla rozmowa w cztery oczy, w której nie uczestniczyla nawet moja zona. Powiedzial mi wtedy: “Zostalem sprzedany”. Pan Jan pamieta nazwisko, które wymienil wtedy ksiądz Stanislaw.

- Ale dalem slowo, ze nigdy go nie ujawnie. Ten sekret zabiore ze sobą do grobu – zapowiada Suchowierski.

Kilka dni póLniej ks. Stanislaw Suchowolec zostal zamordowany.

- Najbardziej boli mnie to, ze nigdy nie znaleziono morderców. Śledztwa byly wznawiane, nigdy nie wskazano winnych. I tak przez 18 lat – przypomina.

Pamietają

Ks. Suchowolec zginąl w nocy z 29 na 30 stycznia 1989 roku. W Bialymstoku, a szczególnie w jego dawnej parafii Niepokalanego Serca Maryi w Dojlidach, pamiec o nim ciągle zyje. Jutro o godz. 11. 30, z okazji 18. rocznicy śmierci kaplana zostanie odprawiona uroczysta msza świeta w jego intencji. Po nabozenstwie wierni zlozą kwiaty na jego grobie.

Autor artykułu: Marta Gawina

Wasilków na początek

Friday, February 2nd, 2007


Ten maly, bo zaledwie 5 kilometrowy odcinek szosy ekspresowej, bedzie kosztowac 97 milionów zlotych. Ma byc pierwszym elementem calej sieci takich dróg ekspresowych na Podlasiu. Za prace zaplaci Krajowy Fundusz Drogowy. Pozwolenie na budowe obwodnicy Wasilkowa podpisal wczoraj Bohdan Paszkowski, wojewoda podlaski.

Wasilków sie cieszy

Dzieki obwodnicy odetchną od spalin i halasu mieszkancy miasteczka. Nowa droga, biegnąca od skrzyzowania w Świetej Wodzie do drogi Bialystok – Katrynka – Augustów, pozwoli ominąc Wasilków zarówno tirom, jak i wszystkim autom jadącym z przejścia w KuLnicy Bialostockiej lub do tego przejścia (drugi co do ruchliwości punkt graniczny na Podlasiu). W miasteczku bedzie tez bezpieczniej.

- Po latach staran, po wielu blokadach dróg i napisaniu licznych petycji bedziemy miec upragnioną droge – mówi Jan Halicki, szef spolecznego komitetu budowy obwodnicy Wasilkowa. – Dziekuje wszystkim, którzy byli z nami i obiecuje, ze bedziemy pomagac zarówno przy budowie odcinka Bialystok – Katrynka, jak i kolegom z Augustowa.

Potrzebny jeszcze kawalek

Odcinek krajowej “ósemki” Bialystok – Katrynka jest niezbedny do tego, zeby obwodnica Wasilkowa mogla dobrze spelniac swoje zadanie. Bedzie dwujezdniowy i doprowadzi ruch tranzytowy do obecnej obwodnicy Bialegostoku. Jego przygotowanie jest juz mocno zaawansowane.

– Jesteśmy na etapie lokalizacji tej drogi, ale mamy juz aprobate ministra środowiska. Takze z pozwoleniem na budowe powinno pójśc juz duzo szybciej – powiedziala Ewa Welc, dyrektor wydzialu infrastruktury Podlaskiego Urzedu Wojewódzkiego.

Bardzo zalezy na tym drogowcom. Na budowe obwodnicy Wasilkowa wykonawca konsorcjum Strabag ma wprawdzie 21 miesiecy, ale – w sezonie legowym: od marca do sierpnia – nie moze uzywac ciezkiego sprzetu ze wzgledu na ochrone środowiska! Dla drogi Bialystok – Katrynka takich obostrzen nie ma, wiec drogowcy liczą, ze uda sie droge zbudowac w rok.

Obie inwestycje, jako drogi ekspresowe, bedą oddzielone od dróg lokalnych i wygrodzone. Dzieki temu mają byc bezpieczne.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Co komu po sztucznej trawie w kwietniu?

Thursday, February 1st, 2007


Przetarg został rozstrzygnięty pod koniec czerwca minionego roku. Czasu było więc dość, ale prace ruszyły dopiero 2 października. Wykonawca – firma Masters ze Szczecina, miał dwa miesiące na wykonanie inwestycji przy ulicy Świętokrzyskiej. Na plac budowy przyjechał nawet premier Jarosław Kaczyński z ministrem sportu Tomaszem Lipcem. Wszyscy byli szczęśliwi, że wyjątkowo ubogi w sportową infrastrukturę Białystok zyska nowoczesny obiekt. Do czasu….

Odbijanie piłeczki

Prace nie posuwały się w zbyt szybkim tempie. Minął październik, listopad, grudzień. Rozpoczął się rok 2007, potem spadł śnieg, a sztucznej trawy jak nie było, tak nie ma. Pytane o odpowiedzialność strony, odbijają piłeczkę.

- By można było pracować, potrzebne są dobre warunki pogodowe. Musi być odpowiednia temperatura i wilgotność. Inaczej wszystko mogłoby się rozsypać już po roku, więc nie miałoby to sensu – wyjaśnia Witold Ziębowicz z firmy Masters.

– Wykonawca nie ukończył prac w terminie, więc zaczęliśmy naliczać kary, zgodnie z umową. Nasze straty są dużo większe. Nie może tam przygotowywać się do sezonu nasza młodzież. Mogłaby tam grać Jagiellonia, ale nie tylko. Dzwonią do nas kluby z całego regionu i dopytują się o to boisko. Ajego nie ma – opowiada prezes MOSP Stanisław Bańkowski.

Inwestor tłumaczy swoje spóźnienie.
- Umowa była podpisana w czerwcu. Mogliśmy zacząć nie drugiego października, a drugiego lipca. Ale nie było żadnych gwarancji, że otrzymamy zapłatę. Pan by w tej sytuacji rozpoczął budowę? Skoro miastu zależało na takim obiekcie, a na pewno tak było, to dlaczego nie udzieliło wcześniej gwarancji? Już by było po sprawie – uważa Ziębowicz.

W ostatnich tygodniach sytuacja zaogniła się. Inwestor postanowił odstąpić od umowy i boiska nie byłoby w ogóle.

- Do umowy były podpisywane aneksy, o których długo nie wiedzieliśmy. Zawierały nieprecyzyjne określenia, typu “korzystne warunki pogodowe”, które można było różnie interpretować. Stąd doszło do groźnej sytuacji i prezydent Tadeusz Truskolaski zdecydował się na interwencję – wyjaśnia Adam Popławski z białostockiego magistratu.

W urzędzie miejskim doszło do spotkania i strony osiągnęły porozumienie. Boisko ma być wybudowane do 30 kwietnia, a w ramach rekompensaty inwestor przygotuje podkład pod kolejną, ale mniejszą płytę oraz zapłaci karę umowną w wysokości około 30 tysięcy złotych. Dobre i to, chociaż co komu po sztucznej trawie w kwietniu, kiedy można grać na naturalnej?

Na pewno zakłócony zostanie program przygotowań Jagiellonii Białystok do rozgrywek II ligi piłkarskiej.

- Planując sparingi, braliśmy pod uwagę to, że nie będziemy zmuszeni szukać boiska poza domem, bo zagramy na sztucznej trawie w Białymstoku. Szkoda że stało się inaczej – mówi Waldemar Tęsiorowski, drugi trener żółto-czerwonych.

Przy Słonecznej zdążą

Kibiców Jagi może martwić fakt, że dziś rusza montaż instalacji podgrzewającej murawę na stadionie przy ul. Słonecznej. Jeśli i tu nie uda się dotrzymać terminu (10 marca), to Jaga nie będzie miała gdzie rozgrywać spotkań rundy wiosennej II ligi.

- Nie ma takiego zagrożenia. Jedna z firm konsorcjum ma bogate doświadczenia w tego typu inwestycjach, prognozy pogody są optymistyczne, a jest nawet ponadtygodniowy zapas, więc na pewno termin zostanie dotrzymany – mówi Adam Popławski.

Autor artykułu: Wojciech Konończuk